Ekonomia podarunkowa, czyli nowe spojrzenie na gospodarkę

Ekonomia podarunkowa, czyli nowe spojrzenie na gospodarkę

Zapewne znasz mnie głównie jako autora – książek, e-booków, nagrań. I pewnie też wiesz, że za tego typu twórczość dostaję wynagrodzenie – zarabiam pieniądze. To normalna ekonomia. Ale jestem też również zwolennikiem czegoś jeszcze. Mianowicie, ekonomii podarunkowej. Takiej ekonomii, w której, zamiast sprzedawać, po prostu się coś daje. To jednak z gałęzi Nowej Ekonomii. O co w tym chodzi i jak możesz stać się częścią tego nowego nurtu?

Ekonomię podarunkową (ang. gift economy) pierwszy raz poznałem w książce Charles’a Eistensteina pod tytułem „Sacred Economics”. Później, szukając tego zagadnienia w Internecie, dowiedziałem się, iż ta forma ekonomii na dobre zagościła w świecie. To tak naprawdę nic nowego – ekonomia ta opiera się o dawanie. O „podarki” – dajesz nie dlatego, że Ci każą, ale dlatego, że chcesz.

Ekonomia podarunkowa wywodzi się z dawnych czasów, kiedy to ludzie, żyjąc w małych społecznościach, wzajemnie sobie pomagali. Dawali: pomoc, usługi, czy wytwarzane przez siebie dobra. Wiedzieli bowiem, że im więcej dadzą, tym na więcej będą mogli liczyć w zamian. Jednak ideą przewodnią nie była tutaj chęć bogacenia się, ale chęć zadbania o wzajemne bezpieczeństwo i dobrobyt. Wzajemne dawanie wynikało z tradycji i ludzkiej solidarności, mocno zakorzenionej w małych społecznościach, w których wszyscy się znali.

Potem zaś przyszła ekonomia globalna, a wraz z nią zmiany. Nie trzeba już było dawać, aby zapewnić sobie wsparcie otoczenia. Bo wystarczyło udać się do sklepu i można było wszystko kupić. A jak coś się zepsuło, to się to wyrzucało i kupowało się coś nowego. Teraz, po zachłyśnięciu się XX-wiecznym kapitalizmem i konsumpcjonizmem, przetrawiona i przemielona ekonomia podarunkowa wraca do łask – dostosowana do XXI wieku. Jak temat ten odnosi się do uzdrawiania? Ci, którzy mnie dobrze znają, z pewnością już wiedzą, że faktycznie, gdzieś w tym nowym nurcie ekonomii tkwi uzdrowienie.

Paradygmat Nowej Ekonomii

Ta ekonomia dawania, czy podarukowa, czy też „ekonomia dzielenia się” jest częścią Nowej Ekonomii – nowego paradygmatu, czyli sposobu myślenia i postrzegania ekonomii ogółem. Ludzie we współczesnym świecie są zmęczeni konsumpcjonizmem, celowym postarzaniem produktów i stanem oddzielenia. XX wiek jawi się tutaj jako kryzys ludzkiego ducha, który odzwierciedlił się w wymianie ekonomicznej. Poczucie oddzielenia, wzmacniane przez ideę pieniądza, sprawiło, że ludzie czuli się bardzo niezależni – nie musieli na nikogo liczyć, bowiem wszystko, czego potrzebowali, można było kupić w sklepie. Dziś jednak, w XXI wieku, czasy się powoli zmienają. Kryzys ozdrowieńczy, jakiego doświadczyła w ostatnich 200 latach nasza zachodnia cywilizacja, zaczyna ustępować efektom uzdrowienia. Ludzie stają się coraz bardziej świadomi.

Świadomi tego, że nie są niezależni – człowiek jest bowiem z natury istotą społęczną – potrzebujemy innych do tego, by szczęśliwie żyć. Ludzie zaczynają więc sobie uświadamiać, iż paradygmat ekonomiczny XIX i XX wieku, w tym paradygmat dawnego kapitalizmu, nie może dłużej funkcjonować. Konsumpcjonizm nie może dalej ciągnąć gospodarki świata. Problem ten jest bardzo rozbudowany – i z pewnością jeszcze go tutaj poruszę w kolejnych artykułach, bowiem edukacja z tego zakresu również jest ważnym elementem uzdrawiania naszego życia. Ekonomia jest bowem integralną częścią naszej egzystencji. Póki co wystarczy, że powiem, iż Nowa Ekonomia coraz częściej przejawia się w różnych dziedzinach naszego życia:

Żywność – farmy społecznościowe są tutaj dobrym przykładem. Ludzie łączą się w spółdzielnie i razem gospodarują mniejszymi lub większymi skrawkami ziemi, celem uprawy roślin i owoców jadalnych. A potem, przy zbiorach, dzielą się tym po równo. Tak rozwijają się małe społeczności lokalne, w których integracja społeczna, edukacja i uprawa roślin łączą się w miłe, ciekawe działania społecznościowe.

Ekonomia współdzielenia – ludzie łączą się w spółdzielnie, zakładając wspólnie różne przedsiębiorstwa – od warsztatów samochodowych po restauracje i duże fabryki. Zyskami dzielą się po równo i nie istnieje coś takiego, jak organ zarządzający, zbierający premie za samo siedzenie w sali konferencyjnej :). W Polsce, w momencie pisania tego artykułu, odpowiednie zmiany w prawie dopiero są dokonywane, by umożliwić wygodniejsze zakładanie spółdzielni.

Ekonomia dawania – ludzie tworzą muzykę, filmy, książki, produkty i wszystko to oddają za darmo. Dają też za darmo usługi wszelkiej maści, nie licząc na zyski pieniężne.
Upcykling – zamiast wyrzucać, ludzie zbierają różne rzeczy i przerabiają je na coś nowego. Każdy stary przedmiot można przerobić tak, by „stare” jeszcze się przydało.
Ekowioski i ekobudownictwo – budowanie z cobu czy nowe modele lokalnych społeczności sprawiają, iż miejsca, gdzie mieszkamy, stają się zdrowsze i milsze dla mieszkańców.

Ekonomia lokalna – zamiast jechać do wielkiego miasta na zakupy, ludzie produkują dobra i oferują usługi lokalnie, robiąc też lokalnie zakupy. W tym rozwija się lokalna waluta, a wszystko to ma na celu wzmocnienie i wzbogacenie lokalnej ekonomii, a tym samym, całej społeczności.

Ekonomia nie nastawiona na zysk – ludzie inwestują pieniądze, by sadzić drzewa, dbać o przyrodę czy robić rzeczy, o których wiedzą, że nie przyniosą zysku, a tylko, z perspektywy starego paradygmatu ekonomicznego, straty.

Creative Commons – darmowa licencja, z pokaźnym tekstem prawnym, a także inne darmowe licencje, na przykład GPL, umożliwiają legalne udostępnianie darmowych materiałów mając pewność, że nigdy nie zostaniemy zapomniani jako twórcy, a jednocześnie nikt nie sprzeniewierzy tego, co za darmo przekazaliśmy światu.

Wszystko to przykłady różnych mniejszych i większych nurtów, podpinanych pod ewoluujący paradygmat Nowej Ekonomii. Internet jest jednak najsilniejszym symbolem tegoż paradygmatu – zwłaszcza nurtu ekonomii podarunkowej. W Internecie, koszt dawania jest naprawdę niski. Kiedy pierwszy raz zacząłem blogować i publikować artykuły oraz inne materiały edukacyjne za darmo, a było to już prawie dekadę temu, nie zdawałem sobie sprawy, że uczestniczę w powolnej zmianie paradygmatu ekonomicznego.

Bloggerzy, ewangeliści ekonomii podarunkowej

A przecież szczere, pisane z pasją blogi, są właśnie świetnym przykładem ekonomii podarunkowej. Takie artykuły, czy nagrania, czy filmy, które szczerze i z pasją mają na celu edukowanie, można dziś znaleźć w Internecie bez większego problemu. Są one dawane za darmo. Może i są otoczone reklamami, umożliwiając twórcy – autorowi – zarabianie na swojej pasji, ale to przecież normalne. Pieniądze same w sobie są neutralne – nie można im przypisać bycia złymi czy bycia dobrymi. Zarabiać na swojej pasji jest w porządku. Co jednak tyczy się ekonomii podarunkowej to właśnie fakt, iż w gruncie rzeczy Ty – jako czytelnik – nie musisz płacić za to, co czytasz, nawet jeśli wynosisz z tego wiele dobrego dla siebie. I to jest właśnie podarunek płynący od autora treści do Ciebie – konsumenta treści.

Twórca bloga zazwyczaj tworzy coś z pasją – nawet, jeśli na tym zarabia, czy nawet prowadzi firmę, która się daną tematyką zajmuje, to najczęściej firma ta rodzi się z bloga, a ten z pasji – cała działalność gospodarcza opiera się więc o pasję. Twórca nie tworzy dlatego, że mu płacą. On tworzy dlatego, że to lubi, robi to co kocha. I w efekcie, dostaje za to kasę. „Rób to, co kochasz, a pieniądze przyjdą same” – stwierdzenie to jest mocno zakorzenione w paradygmacie myślenia Nowej Ekonomii. Blogi są tego świetnym przykładem.

Twórca – bo już nawet nie tylko sam bloger – tworzy. Muzykę, artykuły, książki, filmy – uczy, promuje, pomaga. Za darmo, z pasji. I ludzie z tego korzystają. Tego jestem pewien, bo moi czytelnicy często piszą do mnie informując, iż moje materiały w ten czy inny sposób pomogły. Twórcy, których znam, również takie podziękowania otrzymują i potwierdzają, iż darmowa edukacja pomaga. W końcu ja sam dużo skorzystałem z darmowej wiedzy, publikowanej za darmo, z pasji. Uczyłem się w ten sposób o blogach, o terapiach alternatywnych, o biznesie, o finansach, o ekonomii, nawet o gotowaniu czy o rozrywce. Skorzystałem bardzo.

Skorzystałem z wiedzy darmowej na temat blogowania – dzięki temu mogę dziś skutecznie blogować, docierając do wielkiej ilości czytelników, edukując i dzieląc się z nimi czymś własnym.
Skorzystałem z darmowej muzyki – stworzonej przez pasjonatów, dorzucając ją do darmowych nagrań, wykładów czy materiałów edukacyjnych, podnosząc tym samym jakość tych materiałów.
Skorzystałem z darmowych filmów i zdjęć – ucząc się z filmów, a zdjęcia dorzucając do artykułów, upiększając je od strony wizualnej.
Czytałem darmowe e-booki – dużo wiedzy posiadłem z darmowych, licencjonowanych jako Creative Commons, materiałów. Sama „Sacred Economics” jest udostępniona przez autora na darmowej licencji i można tę książkę ściągnąć za darmo bez obaw przed konsekwencjami prawnymi.

Wiedz jedno – edukuj! Za darmo – to najlepsze, co możesz zrobić, a przecież każdy z nas coś potrafi. Każdy z nas może czegoś nauczyć, czymś się podzielić. Możesz dawać dużo wiedzy! Ale też dużo usług! A prawa duchowe są niezmienne – jeśli dajesz, będzie Ci dane.

Ja sam, obok dawania typowo płatnych produktów, na przykład książek czy usług, staram się dawać jak najwięcej. Daję pieniądze na działalność charytatywną. Daję pomoc tym, którzy poproszą, na przykład w postaci wolontariatów z zakresu Reiki. Daję też darmowe artykuły na moich stronach – edukuję za darmo, nawet i ten artykuł jest formą edukacji, formą uzdrawiania poprzez inspirowanie i pokazanie, że zmiany na lepsze już się zaczęły – i każdy może dołączyć. Daję za darmo nagrania ze spotkań edukacyjnych, daję za darmo własne nagrania edukacyjne, daję darmowe tłumaczenia treści, które mogą być przydatne dla osób, które nie znają obcego języka.

Im więcej dajesz, tym więcej będzie Ci dane w zamian. Budda powiedział:

Sekret szczęśliwości: (…) żyj prosto, dawaj dużo.

Dziel się, bowiem dla świata to znak, że żyjesz w bogactwie. A to jeden z kroków do realnego manifstowania bogactwa w Twoim życiu. Sam też dostaję dużo. Moje darmowe nagrania są kupowane. A jeśli ktoś nie kupuje, wtedy przesyła mi prezenty, na przykład w postaci książek – są to dla mnie bardzo cenne prezenty. Ty sam możesz mi coś podarować, jeśli ten artykuł Cię zainspirował, rozgrzał Twoje serce, lub poprawił humor. Dostaję też dotację, czy po prostu miłe słowa w e-mailach czy w listach. Koło się kręci.

Zauważ, w jaki ciekawy sposób manifestują się prawa duchowe. Sam dostałem dużo – wiedzy, muzyki, zdjęć, filmów, książek, ale też rzeczy przyziemnych – jedzenia, ubrań, dachu nad głową. Nie zawsze odwdzięczałem się tym, którzy coś mi bezpośrednio dawali. Ale odwdzięczałem się w myśl praw duchowych rządzących życiem – sam zacząłem dawać: artykuły, e-booki, nagrania, usługi, pomoc, prezenty. I koło zaczęło się kręcić, kręcąc się do dziś.

Wielki proces uzdrawiania społeczeństwa

Kiedy ludzie dają – dobra, wiedzę, usługi, pomoc – to tak naprawdę stają się trybikiem w wielkiej maszynie uzdrawiania naszej cywilizacji.

Wielkie korporacje, patenty, restrykcyjne prawa autorskie – wszystko to chce zawłaszczyć dobra cywilizacji dla siebie. W ten sposób zawłaszczono bajki, mity, legendy, rośliny, nasz kod genetyczny, muzykę. Jeśli chcemy walczyć z wielkimi korporacjami i lobbystycznym prawem, nie możemy tego robić przez walkę zbrojną. Powinniśmy podejść do tego przez promowane przez Dalajlamę podejście – walkę przez niewalczenie. Zamiast walczyć z patentami, dawajmy jak najwięcej za darmo. Zamiast walczyć z zamykaniem treści za prawami autorskimi, udostępniajmy jak najwięcej na licencji Creative Commons. Zamiast walczyć z patentami na żywność i leki, edukujmy z zakresu permakultury, uprawy żywności czy medycyny alternatywnej. Im więcej dasz za darmo i ukryjesz to za otwartą licencją, tym mniejsze pole do popisu będą miały korporacje, lobbyści i patenty.

Edukuj – jeśli masz jakieś hobby, albo lubisz swoją pracę, stwórz bloga – pisz darmowe, przydatne artykuły. Twórz darmowe nagrania, czy filmy, dziel się wiedzą teoretyczną i praktyczną. Ale też dawaj dużo – organizuj wolontariaty i darmowe spotkania edukacyjne. Oddawaj nadwyżkę żywności – na przykład takiej, którą sam wychodowałeś w swoim ogrodzie lub sadzie. Pomagaj lokalnie – dziel się umiejętnościami, oferuj darmowe usługi dla sąsiadów, czy znajomych sąsiadów. A im więcej będziesz dawać, tym więcej sam dostaniesz, ale też tym bardziej świat wokół Ciebie będzie się zmieniał na lepsze.

Oczywiście, proces uzdrawiania ekonomii zapewne zajmie wiele pokoleń. Ale już teraz ten proces się zaczął – i każdy z nas może go wspomóc. Im więcej osób zacznie na spokojnie patrzeć na szary świat wokół siebie, roztaczając jednak w umyśle wizję lepszej cywilizacji, tym łatwiej i szybciej zmiany na lepsze będą postępować. To również proces uzdrawiania – proces uzdrawiania holistycznego. Ekonomia jest bowiem integralną częścią naszej egzystencji – jeśli uzdrowimy siebie, uzdrowimy ekonomię. A jeśli uzdrowimy ekonomię, uzdrowimy również siebie – to proces jednoczesnego uzdrawiania. A wszystko zaczyna się od tego, że otwierasz się na dawanie za darmo – i otwierasz się na branie za darmo. Bo to już się dzieje – pytanie brzmi, czy chcesz dołączyć do rzeki uzdrawiania, która z impetem russzyła w świat?

Tyle jest jeszcze do opowiedzenia – o tym, jak dawać i co dawać. O tym, jak w świecie powstają darmowe restauracje i kliniki holistyczne. O tym, jak ludzie rozdają jedzenie i dobra za darmo. O tym, jak krok po kroku cywilizacja zaczyna ewoluować, a świat doświadcza stopniowego uzdrowienia. I z pewnością o tym opowiem w innych artykułach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.